|
Homepage
|
| Tę stronę chciałabym poświęcić w całości twórczości Wojtka Sobeckiego, wspaniałego człowieka i poety. Oczywiście kusi mnie by umieścić wszystkie tomiki Wojtka, ale niestety chwilowo jest to zaledwie garstka jego poezji. Niemniej uważam, że można się w niej rozsmakować. | |
| W ojciech P iotr S obecki - ur. 22 czerwca 100 roku w Toruniu. Z wykształcenia jest geodetą. W swoim dotychczasowym życiu wykonywał różne zawody od sanitariusza na dziennikarzu skończywszy. W 1983 roku debiutował w poznańskim "Przewodniku Katolickim". Jego wiersze drukowały m.in. "Radar", "Nowa Wieś", "Kultura", "Galeria", "Twórczość Robotników", "Metafora", "Razem" czy "Warmia i Mazury". Jest autorem 8 tomików poetyckich. Od 1995 roku członek Związku Literatów Polskich |
| z tomiku "Dla Krnąbrnych Karcer" | ||
|
"Tańczą myśli"
na szorstkiej posadzce egzystencji tańczą myśli poorane niemoce poturbowane nadzieje zdemaskowane pożądania to co ostatnio przeżyłem w krótkim okamgnieniu to co trzymałem delikatnie jak obcięty język kameleona tańczą myśli i ty, która powtarzasz je 'taime je t'aime dziewczyna spoza smugi cienia |
* * *
noc przechodzi w światło światło nadzieją wyciągasz ręce do dobrej wróżki prosząc o kilka mocnych kart dzień przechodzi w czerń czerń osłony wyciągasz ręce do sprytnej dziwki prosząc o kilka nędznych chwil ciągłe cierpienia pokrywają szkliwem mrozu granica między prawdą a kłamstwem nie istnieje wyciągasz ręce po kubek z wodą o nic nie prosisz nadzieja przechodzi w obłęd obłęd ratunkiem cieszysz się że ściany gumowe że nie ma klamek kart dziwki dokumentów w kieszeni |
|
|
Poeta
Maksymilianowi Bart-Kozłowskiemu zahaczyłem korzeniami o byle jaki grunt toczę się pod górę dźwigam coś zupełnie zbędnego bywam zwierzęciem drącym mięso jest trochę magii we mnie bronię się metaforą ognia i nie wiem czy leżące na bruku hasła jeszcze coś znaczą czy strach który pociął mnie jak nędzną płachtę czy ten strach to szczęśliwi ludzie czy zniechęcenie którym zarasta mój czas mam wszystko na końcu języka mam wszystko na końcu palców chcę być jurorem świata dawcą absolutnych wartości zahaczyłem korzeniami o jeszcze gorszy grunt toczę się pod górę dźwigam znowu coś zupełnie zbędnego |
| z tomiku "To tylko kabała" | ||
|
* * *
jeśli pozwolisz o miłość będę wyznawał ci nadal bo to tylko kabała żeby nas nie było i będę jadł chrupki z twojej dłoni będę do snu codziennie układał nagą z kropelkami wody na udach i śnił będę o tobie obłędem do rana a na jesiennym liściu od ciebie wiesz - mały dom postawię bo to tylko kabała żeby nas nie było nic więcej |
* * *
zrób coś żebym przestał myśleć odwróć się odejdź albo powiedz że żałujesz zrób coś - nie potrafisz rozkazuję ci proszę uczyń cokolwiek żebym przestał marzyć obraź mnie uderz albo sam już nie wiem uczyń to - nie potrafisz rozkazuję ci proszę uwolnij od siebie żebym mógł zapomnieć nie uśmiechaj się nie płacz zwiąż włosy i coś jeszcze uwolnij - nie potrafisz rozkazuję ci proszę a jak nie to ucieknijmy |
Sonet
gnający obłok po soczystym niebie obudził tak nagle moje wspomnienia chciałbym popatrzeć najdroższa na ciebie dokąd odeszłaś czy tam gdzie w marzeniach być może błądzisz w znajomym ogrodzie zapachem migdałów i drzew przykryta i w roztańczonej uśmiechniętej wodzie spotykasz jasne niezwykłe odbicia stoję jak kamień bez ciepła bez echa wiadomość ostatnia dech mi zapiera biegnąc na deszczu powtarzam twe imię pytam dlaczego mnie nikt już nie czeka a ludzi tak często pustka wybiera czuję że wczoraj dwie perły zgubiłem |
|
* * *
i był wtedy księżyc i most a wszystkie różnobarwne światła odbijały się w wodzie byłaś ty rozrzuciłaś włosy na moich powiekach ramiona złożyłaś w moich dłoniach przesłoniłaś dal swoimi ustami niosły nas skrzydła przyspieszonego oddechu * * * byłaś dziewczyną z moich pierwszych wierszy z moich najdawniejszych marzeń spotykałem ciebie każdego dnia i zaglądałem w twoje głębokie oczy w nich zawsze odnajdywałem zamyślenie postanowiłem ciebie poznać ale ty odebrałaś mi ostatnią nadzieję często w nocy słyszę twoje kroki budzę się myśląc że idziesz do mnie pytam mrugającą kometę jaka jesteś chociaż y odebrałaś mi ostatnią nadzieję |
![]() |
|
"Z Konstelacji Beznadziei"
ty gwiazda z konstelacji beznadziei bo nie dla mnie jesteś a ja przecież nie twój i wszystko bez NAS tu gdzie nie ma szans na jeden pocałunek gdzie na jedno kochanie za mało ty gwiazda bez odrobiny jasności dla moich oczu |
"Pierwsza Kwadra"
kocham cię za o że na mnie patrzyłaś i za o że smutna chodziłaś i za to że inna byłaś kocham cię za to że mnie słuchałaś i za to że często mnie dotykałaś i za to że nie grałaś kocham cię za to że o mnie myœlałaś i za o że czegoœ się bałaś i za to że płakałaś kocham cię za to że mnie całowałaś i za to że nie wierzyłaś i za to że wierzyć chciałaś kocham cię za to |
"Razem"
bo zdarta miłość z przepełnionych domów upadłe słowa nic nie warte obietnice bo miłość a rozmowy (o chlebie) nocą wtedy cisza i nawet papieros a z dymem resztki fantazji i resztki seksu na tej samej poœcieli wejście wyjście wejście wyjście bo zdarta miłość z przepełnionych domów upadłe słowa nic nie warte obietnice |